poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Witam,

To blog na którym dzielę się tym, co sprawia mi ogromną radochę.  Ja i moja rodzina (tradycyjny mąż i dwójka dzieci, w tej chwili sześciolatek Krzyś i trzylatka Maja) ubieramy się  w  lumpeksach, uwielbiam polowania na wszelkich targach staroci i klamociarniach, gotuję i prowadzę dom zaopatrując się głównie tam, gdzie jest tanio. I podzielę się z Wami tym, jak  fajne ciuchy kupuję, jak dobrze gotuję i jakie perełki na klamotach wynajduję.
 Będę się chwalić i już:)))
Sama wielokrotnie zastanawiałam się, skąd mi się to wzięło. Mam węża w kieszeni i już, karalne to to nie jest!
Kiedy byłam w liceum, w Polsce pojawiły się pierwsze lumpeksy, wtedy i na studiach ubierałam się tam głównie z konieczności. Ale załapałam bakcyla: ten dreszczyk emocji pojawiający się, gdy za grosze upolowało się  coś, co się człowiekowi zwyczajnie podoba, albo pasuje do reszty garderoby.
Po studiach zaczęłam pracę jako przedstawiciel medyczny i tak mi się jakoś układało, że co przychodnia- tam obok lumpeks;))).
Jeszcze potem z racji zobowiązań zawodowych męża wyjechaliśmy do Anglii. Do tej pory wspominam to z łezką w oku:))) Te wszystkie sklepy dobroczynne, lumpeksy i targi staroci:))) Poznałam też podejście Anglików do kwestii rzeczy używanych: starsze panie co i raz robiące przeglądy garderoby i kredensów z porcelaną i młode zakupoholiczki- wszystkie oddają wszystko do sklepów dobroczynnych.I same do nich zaglądają. I oczywiście obieg rzeczy używanych dla niemowląt i dzieci- cudowna sprawa, często są to lokalne spotkania, albo po prostu dziewczyny wystawiają się z  rzeczami z których wyrosły ich pociechy na sobotnich targach rzeczy używanych.
Tak czy inaczej, po okresie mieszkania w Anglii wyzbyłam się zahamowań, że "chodzę w gorszym, bo używanym".
Dziś uważam, że trochę niemoralne jest wydawanie 100 złotych na bluzeczkę z sieciówki, kiedy ja mam taką z Massimo Dutti czy MaxMary za kilka złotych.
 Zresztą, ocenicie sami. 


Witam,