Będę się chwalić i już:)))
Sama wielokrotnie zastanawiałam się, skąd mi się to wzięło. Mam węża w kieszeni i już, karalne to to nie jest!
Kiedy byłam w liceum, w Polsce pojawiły się pierwsze lumpeksy, wtedy i na studiach ubierałam się tam głównie z konieczności. Ale załapałam bakcyla: ten dreszczyk emocji pojawiający się, gdy za grosze upolowało się coś, co się człowiekowi zwyczajnie podoba, albo pasuje do reszty garderoby.
Po studiach zaczęłam pracę jako przedstawiciel medyczny i tak mi się jakoś układało, że co przychodnia- tam obok lumpeks;))).
Jeszcze potem z racji zobowiązań zawodowych męża wyjechaliśmy do Anglii. Do tej pory wspominam to z łezką w oku:))) Te wszystkie sklepy dobroczynne, lumpeksy i targi staroci:))) Poznałam też podejście Anglików do kwestii rzeczy używanych: starsze panie co i raz robiące przeglądy garderoby i kredensów z porcelaną i młode zakupoholiczki- wszystkie oddają wszystko do sklepów dobroczynnych.I same do nich zaglądają. I oczywiście obieg rzeczy używanych dla niemowląt i dzieci- cudowna sprawa, często są to lokalne spotkania, albo po prostu dziewczyny wystawiają się z rzeczami z których wyrosły ich pociechy na sobotnich targach rzeczy używanych.
Tak czy inaczej, po okresie mieszkania w Anglii wyzbyłam się zahamowań, że "chodzę w gorszym, bo używanym".
Dziś uważam, że trochę niemoralne jest wydawanie 100 złotych na bluzeczkę z sieciówki, kiedy ja mam taką z Massimo Dutti czy MaxMary za kilka złotych.
Zresztą, ocenicie sami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz